Wyszukiwarka
GALERIA PRZYJACIÓŁ

Janusz Zagórski
dziennikarz, badacz, popularyzator nauki, społecznik... i wiele innych. Po prostu Człowiek- Instytucja... więcej

Jurek Milewski, czyli Szaman Miejski
Lubi zaglądać w przyszłość.
Jego pasje to   numerologia i tarot ... więcej

 

Marcin Trygar
zwany przez przyjaciół Jezus. Można go spotkać w przejściach podziemnych Wrocławia jak... bębni. I TO  JAK!

Krysia Tyszkowska

Strażniczka Dni Kalendarza Majów- rozumie go i czuje niewyobrażalnie więcej

Krysia o kryształach... więcej, reinkarnacji...więcej i seksie... więcej

Kamil Rogiński Tekst Kamila o instrumentach, które robi, znalazłam na forum Shamanika i od razu wiedziałam, czego do tej pory brakowało na tych stronkach... więcej

O mnie

Mam na imię Dorota. Od wielu lat interesuję się tzw. rozwojem duchowym, niewyjaśnionymi przez naukę  zagadnieniami, ezoteryką. Praktycznie od zawsze, czyli odkąd pamiętam. Jako nastolatka czytywałam "Nieznany świat "(jedyne wówczas TAKIE pismo), eksperymentowałam z wahadełkiem. Jednocześnie, od początku swojej tzw. edukacji, niezmiennie kroczyłam ścieżką racjonalności i rozumu: prestiżowe LO we Wrocławiu o ściśle matematycznym profilu, studia na Politechnice Wrocławskiej. Żyłam, jak wiele kobiet naszych czasów: rodzina, dom, dzieci, praca - później także na własny rachunek.

Kłopoty finansowe, kłopoty z dzieciakami kłopoty z nadwagą. Jakieś choroby. Nie jakieś wielkie, ale dotkliwe. I ciągła presja czasu....Pomimo otwartego umysłu i głodu "duchowych" doświadczeń, przeczytanych książek na ten temat oraz różnych prób, ludzi poznanych- niewiele z tego wychodziło. Lubiłam sobie jednak posłuchać i poczytać o różnych "odlotach", bo były miła odskocznią od codzienności. No ale potem, niestety trzeba było wrócić do realności, czy też "normalności".

 Pierwszego wyłomu w utartej ścieżce dokonałam po przeczytaniu książki Anthony de Mello "Przebudzenie". Uświadomiła mi ona wiele schematów jakim podlegam. No i to przesłanie, które wyzierało z każdej niemal strony tekstu oraz stylu w jakim pisał: DUCHOWOŚĆ JEST CZYMŚ NAJBARDZIEJ PRAKTYCZNYM NA ŚWIECIE. Przeczytałam ją kilkakrotnie i widzenie Rzeczywistości w kategoriach: tu- odlot, nawiedzenie i cudowności, a tam- twarda "realna" rzeczywistość zaczęło się chwiać w posadach, by po paru latach ostatecznie runąć.

 Potem zaczęłam się interesować głębiej tym, jak funkcjonuje umysł- zwłaszcza ten  podświadomy i rozpoczęłam pierwsze praktyczne próby "kodowania"- bezskuteczne, jak wtedy myślałam. Prawdziwym natchnieniem była wówczas dla mnie "Potęga podświadomości" Murphy'ego, Jednak pomimo otwartości, a nawet entuzjazmu i niemałej cierpliwości- niewiele z tego wynikało. Zupełnie byłam "niepodatna" i bardzo się zniechęcałam, bo nigdy nie byłam i nadal nie jestem osobą skłonną przyjmować coś tylko "na wiarę". Jednym słowem klęska na całego.

 Jednak te poszukiwania i próby doprowadziły mnie do wniosku, że nie jestem w stanie zaprogramować swojej podświadomości w sposób idealny, bo... tak naprawdę nie wiem, czego pragnę naprawdę. Jakiekolwiek kodowanie wprowadzałam, po jakimś czasie dochodziłam do wniosku, że to nie to. Że to tylko środek, a nie cel właściwy. No a co jest tym mglistym celem? Chciałam po prostu przestać cierpieć i być radosną, szczęśliwą osobą. Spełnioną- cokolwiek miałoby to znaczyć. Dość sporo czasu minęło, zanim to do mnie dotarło w pełni. I tak zaczęłam dojrzewać do medytacji. Niestety i tu moja "ułomność" dała o sobie znać w całej pełni. Pierwsze próby (nieudane oczywiście) utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że to wszystko, to jakiś wymysł ludzi, nakręcających się wzajemnie na tzw. duchowość. Oszustwo, a co najmniej nadinterpretacja... Po jakimś czasie zmieniłam zdanie i tkwiłam w przekonaniu, że pewnie "coś w tym jest", ale ja nie mam predyspozycji. Mówiłam o sobie "kołek energetyczny"...

 Za jakiś czas, od innej strony- jedynej chyba wówczas możliwej dla mnie - czyli od strony intelektualnej dotarłam do Osho. Jego szczerość, humor, ironia i bezkompromisowość przyciągnęły mnie jak magnes, a to, co mówił było jak objawienie (możecie zerknąć na linki). Czytałam namiętnie wszystko, co udało mi się wyszperać. Dosłownie wchłaniałam jak odkurzacz- dawno już mi tak nie odwaliło!

Jego książka: "Medytacje - pierwsza i ostatnia wolność" uświadomiła mi, że to nie jest tak, że "medytacje mi nie wychodzą", bo stan umysłu, zwany medytacją, można osiągnąć (pomijając nielicznych szczęśliwców) jedynie poprzez technikę (także zwaną medytacja), a tych technik jest ogromnie wiele. Sam Osho opisuje ich ponad sto. Zaczęło we mnie kiełkować, że może te najpopularniejsze, z którymi się zetknęłam dotychczas, na mnie nie działają, ale w takiej masie znajdzie się może i coś dla mnie...

 Postanowiłam popróbować "ostatni raz" i wybrałam się na dwudniowe warsztaty medytacyjne Osho do Warszawy.  To było w roku 2004. Tym razem zaskoczyło od pierwszego kopa i od tej pory po prostu sama za sobą nie nadążam.

Zmieniło się we mnie WSZYSTKO: od emocji, przez myśli, po ciało fizyczne. Teraz wiem, dlaczego Osho uważał, że najważniejszą cechą człowieka prowadzącą do duchowości jest odwaga... Tego akurat nigdy mi nie brakowało .

Technika, która tak na mnie zadziałała, to medytacja dźwięku "Nadabrahma". Po ok. pół roku systematycznych CODZIENNYCH ćwiczeń (jedynie przez pierwszych ok 2-3 tyg- nudnych), otworzył się przede mną świat dźwięków, który powoli, powoli wyprowadził mnie ze świata rozumu i emocji, czy też może raczej od niego oddzielił... 

 A potem wprowadził na ścieżkę "niejedzenia".

 Wiem już dlaczego mi nie wychodziło. Niemal wszystkie dostępne techniki medytacyjne oparte są na wizualizacji lub/i oddechu. A ja czucie oddechu miałam zablokowane, a przy każdej próbie wizualizacji czegokolwiek udawało mi się osiągnąć jedynie czarną dziurę. Do tego ten mój kochany Krytykator w głowie, który przy każdej próbie nadawał jak najęty.... Czucie oddechu zresztą odblokowało mi się po ok. roku, a wizji, czy choćby obrazów nie miewam do dziś.

 Wszystko to rekompensuje mi dźwięk. Dziwne... zważywszy, że nigdy nie byłam specjalnie muzykalna.

Zafascynowana możliwościami zaczęłam poszukiwać - głównie w internecie jakichkolwiek informacji na temat techniki, której używałam. Byłam niezmiernie zaskoczona, gdyż nie znalazłam NIC. Zupełnie nic. Natomiast, niejako "przy okazji" natknęłam się na Stowarzyszenie Masażystów Dźwiękiem Nada Brahma i przeczytałam o misach tybetańskich i gongu. I tak zaczęła się moja życiowa przygoda z ich energiami, która trwa do dnia dzisiejszego...
Swój gong czuję całą swoją Istotą, jakby i on był żywą Istotą, która  otwiera się pięknie i przyjaźnie od moich dotknięć, wydając tysiące tonów w bardzo szerokim zakresie. Przenikając wszystko do samej głębi...

 Zyskałam więc w dużym stopniu nowe emocje, nowe myśli i nowe ciało.  I pojęłam wreszcie, co mają na myśli wszyscy mistycy, którzy wciąż powtarzają, że całą prawdę mamy w swoim wnętrzu. Odpowiedź na KAŻDE pytanie.  Że aby lepiej pojąć świat, nie trzeba się niczego uczyć- a raczej oduczyć. Nie trzeba niczego nowego dodawać- a raczej  odjąć. I nie są to jakieś symboliczne powiedzonka, ale konkretne stwierdzenie faktu. Do tej PRAWDY, ukrytej w nas, trzeba się jednak umieć dostać, a dźwięk gongu i jego Energia bezbłędnie nas tam pokierują.. Ponieważ w swojej najgłębszej istocie wszyscy jesteśmy dźwiękiem właśnie. Dźwiękiem i wibracją.

A kiedy wreszcie uda się wyzwolić z wszechwładnej dominacji  Ego i Rozumu, zaczynamy wibrować zupełnie, ale to zupełnie inaczej.  Mogą się pojawić jakieś umiejętności, powszechnie uważane za "cudowne" lub niemożliwe- ale wcale nie muszą. Coraz częściej zamiast Rozumu włącza się Intuicja, a zamiast innych słuchamy własnego wnętrza. Zyskujemy pełną świadomość tego, że nie jesteśmy istotami fizycznymi/cielesnymi, które mają duszę, ale dokładnie odwrotnie: jesteśmy istotami duchowymi, które posługują się ciałem emocjami i rozumem- ale nie są nimi.  Zyskujemy świadomość relacji z innymi i cel swojego istnienia na Ziemi- raczej poprzez czucie niż typowe "rozumienie". Często też odkrywamy swoją misję, zastanawiając się jak to się stało, że nie odnaleźliśmy drogi do swojego serca lub nie mieliśmy odwagi by nią podążać AŻ TAK długo...

 Ja odkryłam swoją misję i od jakiegoś czasu ją realizuję. Zawodowo, bądź nie. Początkowo także nieświadomie. A jest nią pomoc innym w OTWIERANIU SIĘ. Nie na świat, nie na jakąś konkretną umiejętność- ale na swoje wnętrze. Bo to tamtędy wiedzie droga do wszystkiego... Wiem, że najprościej, najszybciej i najlepiej może się to stać z pomocą dźwięku. Jeśli już to się dzieje, tym lepiej- dźwięk znacznie TO umocni. Nie wiem co  znajdziesz po drodze. Nie wiem jak długo to potrwa. Ale wiem NA PEWNO, że będziesz zaskoczony.

Od 2004r. pracuję z sobą i dźwiękiem archaicznym. Od 2006 gram na gongu i misach. Koncertuję, prowadzę grupowe medytacje i kąpiele w dźwięku gongu, udzielam "na zewnatrz". Pokazywałam siłę dźwięku gongu m.in w salonie profesora Dudka, w areszcie śledczym we Wrocławiu i w klubie osób niedosłyszących. Uczyłam się terapii dźwiękiem wg metody Petera Hessa i koncertowania u samego Dona Conreaux. Od ubiegłego roku zaczął otwierać mi się głos- po jednym z warsztatów śpiewu intuicyjnego, prowadzonego przez prawdziwego szamana z Syberii- Gendosa. To bardzo specyficzny rodzaj śpiewu- nazywany śpiewem gardłowym (Khoomei- czytaj: hiumej)- bardzo trudny do wykonania, ale niezwykle wibrujący... otwierający. Nie wiem co jeszcze mi sie otworzy i do czego mnie to wszystko poprowadzi, ale... to właśnie jest PIĘKNE . To odkrywanie. Swojego wnętrza- i wspomaganie, by pomóc mu rozkwitnąć...

 
Te strony internetowe są po to, byś mógł zrobić pierwszy krok i przekonać się, jak wiele masz sobie do zaofiarowania, do odkrycia. Niezależnie od tego, co sądzą  inni. Niezależnie nawet od tego, co ty sam aktualnie o sobie myślisz i jak siebie postrzegasz. I- co najważniejsze- nie ma żadnych warunków wstępnych. Nie są potrzebne żadne predyspozycje. Nie musisz nawet w to wierzyć. Wystarczy zwykła ciekawość. No i na początek trochę konsekwencji. A potem już samo pójdzie. Jeśli tylko sobie na to pozwolisz, w twoim życiu wydarzy się MAGIA...
 

Magia ta, będzie czymś najbardziej praktycznym na świecie...

***

 

 NIEBIESKI KOSMICZNY ORZEŁ : siła wizji

Właśnie dziś dostrzegam, co zagradza mi drogę do spełnienia marzeń...

Właśnie dziś uwalniam się od kompleksów, obaw, zewnętrznych zależności, przymusów, zakazów i nakazów

Kierując się sercem, staję się anteną sięgajacą wyższych wymiarów...

Dziś nikomu niczego nie zazdroszczę. Materia nie ma już nade mną władzy.

Niezależność jest kluczem do bogactwa...

 

To nie moje słowa :)
Tak charakteryzuje mnie- zgodnie ze swoją symboliką
Kalendarz Majów
Charakterystykę uzyskałam- po wybraniu zakładki Metryka
i wpisaniu swojej daty urodzenia ze stron:

http://www.maya.net.pl/  p. Hanny Kotwickiej

Wg Majów (i wielu innych nauk) energie dnia narodzin
towarzyszą człowiekowi- w różnych przejawach-  przez całe życie.

Określają cel obecnego życia na Ziemi...

 

Ilość komentarzy: 5 | Dodaj komentarz

Komentarze:

Krystyna (1) ~, 2009-07-28 15:00:50
Pragnę zwrócić uwagę wszystkich odwiedzających stronę wtonacjiserca.pl i energiagongu.pl , że jest to twórcza myśl Doroty, która ucieleśnia Energię Niebieskiego Kosmicznego Orła – Siłę Wizji Celu i Oświecenia . To wskazuje, że Dorota doprowadzi do pełni rozwoju wszystkie możliwości, bowiem Boska Inteligencja mieści się w sercu, a nie w rozumie. Energia Orła – jest patronem inicjacji za pomocą dźwięku, dzięki któremu może przyczynić się do odbudowy wzorca wibracji doskonałości. Jeżeli Dorota zharmonizuje dźwięk z teraźniejszością, wejdzie w harmonię z nową muzyką, odkryje własny solarny ton, to będzie Jej wkład w kształtowanie Złotej Oktawy i nowych częstotliwości na Ziemi. Nie wątpię w to, że Dorota odebrała przesłanie zawarte w swojej Galaktycznej Metryce Urodzenia w tonie „13 ” wg Kalendarza Majów, które brzmi: „ Otwórz się na współpracę jaką proponuje Ci Uniwersalny Kosmiczny Ruch pod Twoim przewodnictwem” . Za co należą się Jej serdeczne podziękowania. Krystyna
Witam (0) ~Witam, 2010-03-19 21:47:23
Witam
dorota i jej spiryt (0) ~nieturzy w polsce nazywaja mnie jezus , 2010-08-13 14:51:50
podziwiam ciebie ,w jaki interesujacy sposob dotarlas do tego czego gdyby wszyscy wiedzieli na tej planecie to byliysmy jak jeden univers conected tak ja wlasnie jestem conected z toba jak ty z guru osoho. piekny spiryt.
:) (0) ~Grzegorz, 2010-09-03 11:15:48
Bardzo podoba mi się Pani strona oraz pamysł założenia takiego tematycznego portalu o lekkim charakterze.
Wyraź swoją opinię:

powered by AdvaCMS