Mira Morzyk
Podobnie jak w moim, tak i w jej życiu temat jedzenie/ niejedzenie był tak silnie zaznaczony, że zmuszało ją to do ciągłych poszukiwań. Właśnie napisała książkę kucharską z przepisami dla tych, których ciała nie zgadzają się na ilość trucizn w “normalnym” jadłospisie i w sposób kategoryczny odmawiają współpracy, czyli chorują. To zupełnie unikalna pozycja na rynku polskim. Po “luźnej” znajomości z pewnych warsztatów, któregoś dnia po prostu “wpadłyśmy na siebie” w sklepie owocowo- warzywnym. Drugą, już bardziej “dobrowolną” pasją jest Kalendarz Majów. Poopowiadała mi trochę na podstawie mojej daty urodzin, pokazała relacje ze swoją i wreszcie mi się wyjaśniło, czemu tak do siebie przylgnęłyśmy, pomimo wielu różnic... więcej, czyli Mira sama o sobie
Moja przygoda z Kalendarzem Majów
Jedną z podstawowych cech człowieka jest ciekawość. Już od najwcześniejszych miesięcy, czy nawet tygodni życia, ta właśnie cecha, pcha każdą istotę ludzką do poznania NOWEGO. Najpierw jest to najbliższe otoczenie, potem coraz dalsze, dochodzi szkoła z jej zakresem wiedzy, no a potem zaczynamy już tak poszerzać swój horyzont ciekawości, że nie ma sensu tego opisywać, bo jest on różny i zmienny dla każdego człowieka. Ale jest w tej różnorodności kilka elementów wspólnych, np.: co będzie jutro, czy w najbliższej przyszłości. I nie ma człowieka, który nie zastanowiłby się nad sensem swojego życia: dlaczego się urodził, dlaczego spotyka go to co się dzieje, czy działo, po co w ogóle żyje jeśli wiadomo, że kiedyś musi nadejść kres jego życia. Wiele osób tą niewiedzę stara się zapełnić namiętnym wręcz czytaniem horoskopów. Czasami te przepowiednie się sprawdzają, częściej nie, co nie przeszkadza, że szukają następnych. Ale wszystkie te przepowiednie nie odpowiadają na podstawowe pytanie: kim jesteśmy, po co tu jesteśmy i jaki sens ma samo życie. I właśnie ta ciekawość, która szukała odpowiedzi na pytania wyżej wymienione spowodowała, że zainteresowałam się Kalendarzem Majów.
Od około 3 lat (tylko) próbuję zgłębić mądrość i wiedzę zawartą w Kalendarzu: o naturze ludzkiej, osobistych relacjach ze światem fizycznym, czy z innymi osobami, zrozumieć swoje odczucia i uczucia oraz niezgłębioną sferę duchową. Im więcej zagłębiam się w wiedzę oferowaną mi przez Kalendarz, tym lepiej rozumiem otaczającą nas rzeczywistość, a jednocześnie tym bardziej zdaję sobie sprawę ze swojej ignorancji. Dla wyjaśnienia: - Jak pisze pani Hanna Kotwicka – Kalendarz Majów nie jest horoskopem! Nie ma tu dobrych czy złych dni, dobrych czy złych ludzi, nie każe omijać problemów, lecz rozwiązywać je. Negatywne zdarzenia są jak lustro ukazujące nam tematy, którym powinniśmy się przyjrzeć „z boku”, wyciągnąć nauki z tego zdarzenia, zmienić w sobie jakieś cechy osobowości, lub uczucia, dla swojego własnego dobra, by podobne „przypadki” nie miały już miejsca. Praca nad Kalendarzem Majów to praca nad Świadomością, bo nie chodzi tu o to, co się wydarzy – tylko o to, jak zareagujemy na to co już się stało! To rozpoznanie blokad wypływających z naszej Niewiedzy. Ale nie chodzi tu o rozpoznanie tylko negatywnych wzorców. Kalendarz Majów służy też do rozpoznania naszych uzdrowionych wartości, naszego ziemskiego JA i poznanie Uniwersalnych Praw Kosmosu.
To fascynujące, jak różne nurty i dziedziny wiedzy ezoterycznej zazębiają się, współpracują, współwyjaśniają. Nie jest ważne określenie i ustanowienie hierarchii ważności poszczególnych dziedzin czy kierunków. Ważne jest samo poznanie tematów, nauczenie się nowego podejścia do świata, ludzi i życia. I to właśnie mnie spotkało dzięki Kalendarzowi Majów. Chwała Joze Argullesowi za to, że opracował oraz udostępnił światu Kalendarz Majów i wiedzę o nim, chwała Johannowi Kossnerowi i Hannie Kotwickiej za przystępne przetłumaczenie treści Kalendarza i niezbędnych materiałów dla jej zrozumienia. Ja jestem ciągle jeszcze na początku tej wiedzy i drogi, ale jakże już ciekawej i fascynującej. Ileż dała mi już ta wiedza w zrozumieniu niektórych zjawisk w życiu, relacji międzyludzkich, osobowości i zachowań swoich i innych osób. Nawet przewidywanie możliwych zachowań w oparciu o Kiny dnia, czy określenie w przybliżeniu możliwości załatwienia jakiejś sprawy.
Często krewni lub znajomi, widząc po raz pierwszy materiały, porozkładane książki czy notatki, dotyczące Kalendarza, pytają: co to za horoskop? Trudno jest mówić o ezoteryce komuś, kto niewiele miał z tymi tematami do czynienia. Najlepsze jest wtedy tłumaczenie „na chłopski rozum”. A najczęściej tak to brzmi.
Wyobraź sobie, że twoja dusza planuje ucztę – twoje ziemskie życie. Zaczyna od wybrania miejsca, lokalu, obsługi, kucharzy i uczestników. To w przybliżeniu kraj, środowisko, rodzice, krewni, przyjaciele i znajomi. Ale żeby zrealizować ten pomysł, musi zaplanować cały jadłospis i oczywiście koszty. Ten jadłospis i kwota, przeznaczona na ucztę, to twoja Pieczęć, Glif urodzeniowy, z całym zakresem energii sfery światła i cienia, pozytywów, zdolności i możliwości, ale także zagrożeń, negatywów, ewentualnych wad, skłonności do nałogów, brzydkich cech charakteru. To jest ten twój kapitał i jadłospis. Ale jeśli nic nie zrobisz, nie wyjdziesz z domu, by zacząć realizować swój plan, uczty nie będzie. Trzeba iść do odpowiedniego sklepu, złożyć zamówienia, w odpowiedniej firmie zamówić zaproszenia, kwiaty, noclegi, transport itp. To wyjście z domu, ruch, jest odpowiednikiem Tonu, energii wchodzącej w skład twojego Kinu urodzeniowego. Wracając do alegorii. Dochodzisz do sklepu i zamawiasz produkty, ale okazuje się, że nie wszystko jest odpowiednie, niektórych towarów brakuje, lub są gorszej jakości. Jesteś zmuszony do szukania odpowiednich artykułów w innym sklepie. Dodatkowo nie wszystkie firmy, do których trafiłeś, świadczą potrzebne ci usługi. To dodatkowe przeszkody na drodze realizacji pomysłu. Zmuszają cię do dodatkowego wysiłku. Te przeszkody i zmiany to Fala w Kalendarzu, dodatkowa energia, warunkująca twoje życie. I znów alegoria. Szef lokalu oferuje ci daleko idącą pomoc, dodaje nowe, konkretne i sensowne pomysły – to Przewodnik w Krzyżu powiązań twojego Kinu. Z pomocą pospieszył twój brat – bliźniak, biorąc na siebie część pracy, np.: powiadomienie gości i ich dowóz – to twój partner analogiczny. Ale wśród gości będą i tacy, o których wiesz, że z jednym na pewno będziesz miał kłopoty, np.: szwagier, który twierdzi, że zrujnowałeś żonie karierę poprzez wasze małżeństwo – to twój partner antypodalny. Będzie na uczcie też, powiedzmy, twój brat, który miewa różne pomysły. Może np.: przynieść ci w prezencie kamerę filmową, albo przyprowadzić jako partnerkę twoją byłą narzeczoną – to jest twój partner okultystyczny.
Tego typu analogie można mnożyć na wszystkie pojęcia i określenia występujące w Kalendarzu. Najlepiej jednak samemu popracować z Kalendarzem Majów, śledzić na bieżąco energie dnia, analizować aktualne wydarzenia właśnie pod tym kątem. Spróbuj, a przekonasz się, jakie to fascynujące.
Oprócz ezoteryki mam jeszcze bardziej przyziemne problemy i tematy do przepracowania, np.: dieta bezglutenowa. Przez prawie połowę życia miałam problemy z układem pokarmowym. Najczęściej wizyty u lekarzy kończyły się przepisywaniem coraz silniejszych środków farmakologicznych, zapobiegających biegunkom, tzw. katarom kiszek i tym podobnym niedyspozycjom. Dopiero po zamieszkaniu na stałe we Wrocławiu otworzyła się możliwość dokładnego przebadania i zdiagnozowania trapiących mnie dolegliwości: CELIAKIA. A ponieważ uczulenie na gluten dotyczy także mojej córki (skłonności dziedziczne), dieta bezglutenowa stała się naszym rodzinnym problemem. Jedynym lekarstwem na wyżej wymienioną dolegliwość jest dieta oparta na niejedzeniu potraw zawierających: pszenicę, jęczmień, żyto i owies oraz wszelkie produkty pochodne w rodzaju kasz, grysików, płatków, mąki, wszelkiego pieczywa, makaronów, otrąb, bułki tartej itd. Dodatkowo ograniczenia żywieniowe obejmują mleko i jego wszystkie przetwory, z wyjątkiem wysoko tłuszczowego masła, ponieważ kazeina, zawarta w tych produktach, drastycznie hamuje, wręcz uniemożliwia, odbudowywanie się kosmków jelita cienkiego. Można natomiast jeść wszystkie warzywa i jarzyny, ze zbóż: kaszę gryczaną, kaszę jaglaną, ryż, kukurydzę, amarantus, wszystkie rośliny strączkowe, łącznie z soją, oczywiście ziemniaki i wszystkie dostępne produkty wytworzone na tej bazie.
Na diecie bezglutenowej jesteśmy już ponad 3 lata -mówię tu o całej naszej rodzinie. Bo okazało się, że ta dieta doskonale służy wszystkim, a nie tylko uczulonym na gluten. Dobrze, że jestem już na emeryturze, mam czas, możliwości i chęci, by eksperymentować w kuchni z potrawami bezglutenowymi. Powstała z tego wcale pokaźna książka kucharska. Przymierzam się do wydania jej, bo okazuje się, że na temat diety bezglutenowej jest drastycznie mało literatury, a na dodatek najczęściej nie zachowano w niej reżimu pod względem ograniczenia mleka i jego przetworów. Dodatkowa trudność w opracowaniu przepisów wyniknęła jeszcze z tego, że córka z zięciem są jaroszami, a ja opieram się głównie na produktach polskich lub naszej strefy klimatycznej, bez soji i kukurydzy (głównie ze względu na modyfikację genetyczną dwóch ostatnich produktów rolnych). Można bez nich żyć, jak również bez mięsa, mleka i ich pochodnych. My tak żyjemy i mamy się dobrze, szczególnie pod względem zdrowia. Przy takich pacjentach jak my, Służba Zdrowia już dawno by splajtowała. Tym bardziej, że uznajemy i stosujemy Reiki, homeopatię, radiestezję, zioła, zalecenia z odczytów Edgara Cayce’go oraz inne niekonwencjonalne, często ludowe, czy rodzinne przepisy i receptury wspomagające naturalne sposoby leczenia. I ciągle jesteśmy otwarci na NOWE.
mira.morzyk@op.pl
mira.morzyk@op.pl

Marcin Trygar
Komentarze: